141 mld zł dziury w budżecie. Ekonomista ostrzega: Stan coraz gorszy, bez perspektyw poprawy
Najnowsze dane Ministerstwa Finansów pokazują, że po siedmiu miesiącach 2026 roku deficyt budżetu państwa wyniósł 141,1 mld zł.
Do sytuacji odniósł się ekonomista i członek Rady Gospodarczej przy Prezydencie RP Krzysztof Tenerowicz: "Co jakiś czas wracam do czegoś, co może spowodować katastrofę naszego państwa" – napisał na X.
Deficyt przekroczył 141 mld zł
Jak wynika z danych przedstawionych w poniedziałek przez Ministerstwo Finansów, od stycznia do lipca państwo zebrało 333,9 mld zł, a wydało 475 mld zł. Oznacza to 141,1 mld zł deficytu. W samym lipcu dziura zwiększyła się o ponad 17 mld zł. Na cały 2026 rok zapisano maksymalny deficyt w wysokości 271,7 mld zł. Po siedmiu miesiącach wykorzystano 51,9 proc. tej kwoty.
Tenerowicz zwraca uwagę przede wszystkim na skalę zmian w ostatnich latach. "Trudno uznać ten obraz za inny niż alarmujący. Jeszcze w 2018 r. deficyt budżetowy wynosił zaledwie 10,4 mld zł, w 2024 r. było to już 210,9 mld zł, a w 2025 r. rekordowe 275,7 mld zł. Plan na 2026 r. zakłada kolejny bardzo wysoki deficyt – 271,7 mld zł" – napisał.
Wydatki rosną szybciej niż dochody
Ekonomista wskazał również na rosnącą różnicę pomiędzy dochodami i wydatkami państwa. Według przytoczonych przez niego danych wydatki budżetu wzrosły z 360,8 mld zł w 2016 roku do planowanych 918,9 mld zł w 2026 roku. Dochody w tym samym czasie zwiększyły się z 314,7 mld do 647,2 mld zł.
"Oznacza to, że państwo nie tylko wydaje coraz więcej, ale przede wszystkim zwiększa skalę wydatków znacznie szybciej, niż rosną jego dochody. Z punktu widzenia stabilności finansów publicznych jest to bardzo poważne ostrzeżenie" – ocenił Tenerowicz. Jak podkreślił, problemem nie jest już pojedynczy rok zakończony wysokim deficytem. "Deficyt przestał być wyjątkową sytuacją, a stał się trwałym i ogromnym elementem polityki budżetowej" – stwierdził.
"Jedziemy bolidem F1. Tyle że metą jest ściana"
Tenerowicz zwrócił też uwagę na koszty obsługi zadłużenia. Według najnowszych danych MF od stycznia do lipca wydano na ten cel 46,6 mld zł, o 7,6 mld zł więcej niż rok wcześniej. "Co więcej, obsługa długu kosztuje nas coraz więcej, tym jednak zajmę się przy kolejnej okazji" – zapowiedział ekonomista.
Sytuację budżetu podsumował mocną metaforą. "Poziom wzrostu wydatków i deficytu sprawia, że używając publicystycznej metafory, jedziemy bolidem F1 i przyspieszamy z roku na rok. Tyle że metą jest ściana" – napisał.
Tenerowicz: Jest też dobra wiadomość
Ekonomista wskazał również na pozytywną zmianę – ograniczenie luki VAT. Według przedstawionych przez niego danych wynosiła ona około 45,7 mld zł w 2016 roku, około 10 mld zł w 2021 roku, a w 2025 roku około 17 mld zł. "To dowód, że uszczelnianie systemu podatkowego może przynosić wymierne efekty i zwiększać dochody państwa bez podnoszenia stawek podatkowych" – ocenił.
Jednocześnie zaznaczył, że nawet poprawa ściągalności podatków nie rozwiązuje podstawowego problemu. "Najprościej mówiąc: państwo potrafi dziś znacznie lepiej zbierać należne podatki, ale jednocześnie wydaje zdecydowanie za dużo w stosunku do swoich możliwości dochodowych" – napisał.
Według Tenerowicza to właśnie utrzymująca się dysproporcja między dochodami a wydatkami, a nie wynik jednego czy dwóch lat, powinna być powodem do niepokoju. "Stan coraz gorszy bez perspektyw poprawy" – podsumował ekonomista.